Nie na temat

Luty 2, 2012 1 komentarz

Nie mam weny do pisania, ale z takim podejściem kolejny wpis na blogu będzie dopiero w kwietniu, jak mnie coś wkurwi bardziej niż zwykle.

Nie oglądam TV z szeregu powodów. Po pierwsze trudno doszukać się w telewizjach innych niż HBO, Discovery czegoś wartego uwagi. Nawet jeśli się trafi, jest ciągle przerywane nużącymi reklamami podpasek i kiełbasy typu suszona marki Morliny ®.  Mówiąc o oglądaniu telewizji mam na myśli bezmyślne paczenie, odmóżdżanie się po przesranym dniu na kanapie przed swoim super-płaskim LEDowo-zajebiscie-plazmowym 120 calowym odbiornikiem telewizji naziemnej. Fakultatywnie dla hipsterów może być stylowy 14 calowy, 30 kilogramowy telewizor z anteną drucianą i śnieżącym obrazem w pakiecie.  Jednak w związku z typowo-styczniowymi temperaturami na zewnątrz kilka ostatnich dni zdarzyło mi się “paczeć na telewizor”. I co widze? W każdych wiadomościach, faktach, newsach, teleekspresach i videotrolejbusach widze wzmianki o protestach dot. ACTA. Doceniam to, bardzo fajnie, że jedne z największych protestów od czasów stanu wojennego zasługują na wzmianki w mediach. Jaki jest ogólny przekaz tych informacji? A, że są protesty, że małolaty coś krzyczą, że dresiarze im pomagają, że gdzieś kogoś pobili i w ogóle to są pisowcy, zbuntowana młodzież, zidiociali dorośli. No, że chuj, że “to o niczym nie świadczy i nic nie znaczy” (Łona®).

Jeśli ktoś czyta moje bzdury orientuje się jak wygląda skala protestów, czego dotyczy ACTA rzeczywiście i jak może wyglądać nie tyle Internet co życie wszystkich po wejściu w życie “kontrowersyjnej umowy”, jak nazywają ją media. Dlaczego ludzie wyszli na ulice? Bo zabiera się im ostatni bastion normalności, oderwania od chujowej rzeczywistości życia w tej szarej krainie. Wszystko było pięknie, licealiści chodzili do szkoły, studenci chlali na umór za pieniądze rodziców, jeździli ich samochodami uznając za swoje, post-studenci bajerowali swoim statusem “pracującego”, nie dodając, że za 1500, czy 2500 brutto (haha :) (netto to 60% wynagrodzenia, mniej więcej. Reszta idzie na podatki z których nic nie ma, emeryturę dla naszych babć, za którą nam nikt już nie zapłaci i służbę zdrowia, z której na razie nie korzystamy, ale i tak jest dobrze, bo w razie czego, można się zapisać na wizytę do tzw. “darmowego” [chociaż płacimy za niego od lat] dentysty czy dermatologa na termin z ledwie półrocznym wyprzedzeniem). Ci ludzie mogli się cieszyć, bo chociaż było słabo to mogli poudawać on-line, że są normalni, jak “na zachodzie”. Wszyscy mieli dostęp do najnowszych seriali, filmów. Każdy, mógł poczuć się jak Dexter wymierzający sprawiedliwość wieczorową porą. To wszystko stanęło pod znakiem zapytania, za oglądnięcie kiczowatego filmu z oceną 4,8 na Filmwebie®  będzie się pociąganym do odpowiedzialności karnej. Przed Polską niczym Buka przed Muminkami stanęło widmo pustki po pracy/szkole. Jesteśmy za biedni by żyć prawdziwym życiem, więc paczymy na filmy. Dalej będzie można paczyć, ale na braci Mroczków w polskich mega-produkcjach po uprzednim uiszczeniu abonamentu radiowo-telewizyjnego.

Nasze zamiłowanie do kłócenia się w swoim towarzystwie i jednoczeniu się przeciw wspólnemu wrogowi wygrało w styczniu i mam nadzieję, że będzie tak samo w  lutym, marcu i kwietniu.  Mimo, że jesteśmy narodem zniewolonym mamy odruchy powstańcze, kiedy ktoś za bardzo nadepnie nam na odcisk. Tak trzymać! I ruszać dupę, żeby uratować coś więcej niż Internet! Polak zarabia 4/5 razy mniej niż sąsiedzi z zachodu przy tych samych cenach. Are You Angry?


Z braku weny napisałem nie na temat, bo miałem odnieść się do polskich anonymous, do absurdalnej obrony amerykańskich interesów kosztem własnych obywateli (jaki kraj to robi?). Następnym razem, może będę mniej poirytowany, bardziej bezpośredni i rzeczowy.

Pozdro, nara i POLAND FIRST TO FIGHT! Trzymam za nas kciuki.

Kategorie:Uncategorized

ACTA – cztery litery, które wkurwiają

Styczeń 24, 2012 Dodaj komentarz

ACTA – cztery litery, które wkurwiają wszystkich, bo pierwszy raz dotyczą każdego z osobna.  Jako obrazek do wpisu daje zdjęcie kawy, tabaki i fragmentu laptopa z oryginalnym systemem Microsoftu® zrobione smartfonem z systemem Android (GNU) po arcytrudnej obróbce darmową aplikacją picplz. Wszystko odbyło się bezinwazyjnie, bez pomocy Adobe® Photoshop. Przy całej operacji nie ucierpiały niczyje prawa autorskie.

Wszyscy wiedzą, że nie chodzi o piractwo. Są jelenie, którzy protestują bo zamknięto im megavideo i nie mogą oglądać seriali. Chwilowa blokada nielegalnie rozpowrzechnionych utworów chronionych prawami autorskimi to tylko rykoszet od meritum sprawy. Zamknięcie serwisów hostingowych, które “piraci” upodobali sobie do dzielenia się plikami, jak filesonic, fileserve, hotfile jest tylko chwilową trudnością. Właściciele tych platform przerażeni historią właściciela megaupload prewencyjnie wyłączyli część swoich serwerów, usunęła pliki czy cokolwiek. Odpowiedź nadeszła szybciej niż myślałem. Jest kraj, gdzie SOPA, PIPA, ACTA mogą tylko zerkać zza płotu – Rosja.

Wg polskiego prawa utwór chroniony prawem autorskim nie może być rozpowszechniany. Jednak utwór już rozpowszechniony można wykorzystać na własny użytek. Przykład na podstawie książek z bibliotek czy księgarni. Powieść, praca naukowa znajdująca się w bibliotece jest utworem już rozpowrzechnionym. Co to oznacza? Że każdy, kto wypożyczy ów utwór może go skopiować w liczbie sztuk jeden słownie raz i używać do woli, czytać do porzygu. Kserowana książka bindowana, czy luźno-latająca, nikomu nic do tego. Nie można książki z biblioteki pożyczyć i kserować jej dwa razy dla koleżanki czy kolegi, siostry, brata czy babci niedołężnej. Dla siebie można. Jak to się przenosi na grunt treści tzw. “pirackich”? Pobierając ze świętej pamięci megaupload, filesonic czy fileserve nikt nie łamał prawa o ile filmu, czy muzyki nie nagrywał później na pendrive’y, płyty czy dyskietki 3,5 cala (młodsi googlować co to dyskietka 3,5!) i nie udostępniał innym. Odpowiedzialność ponosi tylko osoba rozpowszechniająca, odpowiada jak za paserstwo (link).

Do czego dąży ACTA? Wszyscy wiemy, od 3 dni ciężko być takim ignorantem, żeby postanowienia i zagrożenia związane z ACTA umknęły uwadze kogokolwiek. Jednak nasuwa mi się skojarzenie, którego na próżno szukać w mediach, mianowicie podobieństwo do amerykańskiej ustawy Patriot Act wprowadzonej po zamachach w 2001r, wg którego: “wolno przetrzymywać przez nieokreślony czas bez sądu obywateli nie-amerykańskich, którzy zostaną uznani za zagrożenie dla narodowego bezpieczeństwa. Rząd nie jest zobowiązany do ogłoszenia takiego aresztu ani też jego usprawiedliwiania” (wikipedia). Kara za podejrzenie? Coś wam to przypomina? 11 września 2001 roku to idealny pretekst do wprowadzenia gigantycznych ograniczeń konstytucyjnych wolności każdego człowieka. Nas chcą ściąć prawami autorskimi…

Na tym kończe, bo to pierwszy wpis na blogu od roku. Ludzie nie są przystosowani do czytania tekstów dłuższych niż trzy akapity. I tak już przesadziłem. Później (czyt. jutro) wyżalę się na ACTA w dwóch postach i w trzech będę jarać się Anonymous i pospolitym ruszeniem. I pamiętajcie. Zaczęło się w Polsce… tadum tssss…

VW a sprawa polska – w końcu się wyżyje!

Kwiecień 14, 2010 Dodaj komentarz

W końcu zebrałem się, żeby przelać swoją irytacje na “papier”! Rzecz tyczy się różnej maści samochodów spod znaku VW.

Polacy uwielbiają samochody niemieckie. Wśród samochodów niemieckich największym uznaniem cieszy się Volkswagen. Wśród Volkswagena seria Golf. Wśród Golfa generacja IV [do niedawna jeszcze III]. Skąd ta fascynacja? Zaraz spróbuję sam sobie to wytłumaczyć ;) .

Po pierwsze należy sklasyfikować samochody na nazwijmy je
1. zwykłe, użytkowe
2. premium

Do pierwszej grupy zaliczymy takie marki jak Ford, Renault, Peugeot, Fiat, Opel, Citroen, Seat, Skoda i VOLKSWAGEN plus marki amerykańskie: Chevrolet, Chrysler, Pontiac, itd. Do drugiej grupy BMW, Mercedes, Audi (bądź co bądź ze stajni VW), Cadillac, itd. Niestety ku mojej irytacji po wschodniej stronie Odry VW zaliczany jest do samochodów z grupy drugiej! Dlaczego?! VOLKSWAGEN – sama nazwa odrzuca i sugeruje: Auto Dla Ludu. Dzięki Bogu Opel nie jest tak klasyfikowany

Zafascynowanie marką prawdopodobnie ma swoje korzenie jeszcze w latach 70-80 XX wieku, kiedy w PL jezdzily same wynalazki radzieckich konstruktorów. Poza pierwszą edycją Poloneza wszystkie ‘nasze’ pojazdy były niestety przestarzałe i odstawały od ‘konkurencji’ (w cudzysłowie bo konkurencji praktycznie nie było) zza zachodniej granicy. Z opowiadań słyszałem o mistrzach, którzy z RFN przyturlali swoje cztery kółka. Najczęściej były to VW Golf. Były najmniejsze i najtańsze w Niemczech u nas natomiast rosły do rangi Mercedesa. Dodatkowo jakość ich wykonania i trwałość biły na głowę nawet Poloneza. Dodam, że pierwszy FSO Polonez był udanym samochodem, trwałym o nieprzeciętnej sylwetce, dopiero kiedy zaczęły wychodzić kryzysowe wersje o okrojonym wyposażeniu przylepiono do tego modelu niechlubną etykietkę.

W sumie: golfy były najczęściej sprowadzane, były trwałe [w porównaniu z polskimi, rosyjskimi, czechosłowackimi, rumuńskimi], podwyższały prestiż. Chyba tak zrodził się stereotyp, który przetrwał o dziwo prawie 30 lat.

Jak już pisałem, najczęściej sprowadzane to Golfy generacji IV i III. O VW Golf IV napisze w innym poście, dziś delikatnie opisze sławną trójkę.

Volkswagen Golf IV produkowany w latach 1991 – 1998 był konkurencją dla FSO Polonez Caro [a właśnie tak!], Renault 19, Opel Astra I, Fiat Tipo. Niestety po raz kolejny postrzegany jest jako auto nowszej generacji z czasów Renault Megane I, Fiat Bravo, Citroen Xsara. Dla niedowiarków: www.otomoto.pl <- proszę sprawdzić ceny. Auta tej samej klasy, z nowszej generacji, z lepszymi osiągami, po prostu nowocześniejsze mają cenę równą VW Golf 3. Dlaczego? Bo VW to VW, bezawaryjny, symbol prestiżu, bla, bla, bla. Awaryjności sprawdzać nie będę, odsyłam na autocentrum.pl.

Co do osiągów… Porównam delikatnie z Fiatem Bravo (produkowany 1995 – 2001). Silniki benzynowe VW miały 8v, Fiatowskie poza silnikiem 1.4 12V miały 16 zaworów lub 20. W tabeli zamieszczonej na dole posta możecie sprawdzić dokładniejsze dane, ja przytocze tylko te najbardziej ewidentne różnice wg schematu: Model/Silnik/moc/0-100KM/h
Golf/1.4/55KM/60KM/15.9s [2 wersje]
Bravo/1.4/75KM/80KM/13.9s

Golf/1.6/75KM/14s
Bravo/1.6/103KM/11s

Golf/1.8/75KM/17.6s [!!!]
Golf/1.8/90KM/12.1s
Bravo/1.8/113KM/10s

Golf/2.0/115KM/10.1s
Bravo/2.0/147KM/8s

Nie porównuje z innymi, ale w przedziale cenowym 5-10tys. zł kupno Golfa wydaje się być dla mnie katastrofą. Jest brzydki [chociaż to kwestia gustu], starszy od konkurentów, przestarzały, i bardziej zniszczony. Szczególnie osławione 1.9TDI z 1995r [15 lat] z przebiegiem 130tys. km oczywiście oryginalnym, nie bity, itd.
To temat na osobny post, ale policzcie sobie: rok ma 365 dni, golf ma lat 15 wiec: 15×365= około 5500dni co daje koło 23km na dzień. To jeszcze OK, ale nie liczymy tutaj żadnych wyjazdów za miasto, wypadów, żadnych dłuższych tras, ktore sa normalne, szczególnie w Niemczech na autostradzie i z większą wypłatą co miesiąc. Do tego silniki dieslowskie są droższe pare tys. przy zakupie nowego auta, bo mniej palą. Ale jeśli ktoś chce przejechać 130 tys przez 15 lat nie dopłaci do diesla tylko dlatego, żeby zrobić prezent Polakowi za lat kilkanaście. Kończę już swój wywód. Przed zakupem samochodu proszę o rozwage, a podczas jego eksploatacji o nie wmawianie ludziom bajek o wyższości Aut Dla Ludu, bezwypadkowości i niskich przebiegach myślącym ludziom. Na koniec humorystyczny akcent:

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.